O nas

TROCHĘ HISTORII

Historia naszej przygody z psami sięga mojego dzieciństwa. Uwielbiałam zwierzęta i od zawsze chciałam mieć swojego psa. Gdy miałam 7 lat w naszym domu pojawiła się ona… Nieduża, gładkowłosa suczka o umaszczeniu charakterystycznym dla pinczera, której tata dał na imię Mucha. Jak się szybko okazało suczka nie bez powodu szukała ciepła i schronienia, była ciężarna. Kilka tygodni później urodziła 4 zdrowe maluchy, którym znaleźliśmy nowe domki. Później w moim domu nigdy nie brakowało psów, gdy miałam 13 lat dostaliśmy w prezencie „na nowy dom” Czarnego Terriera Rosyjskiego, któremu daliśmy imię Kastor. Czernysz niestety nie był czystej krwi czarnym terrierem, prawdopodobnie miał domieszkę sznaucera olbrzyma, mimo to był wspaniałym psem. Spędzałam z nim dużo czasu na zabawach i wspólnych spacerach. W międzyczasie Mucha zaczęła chorować, weterynarze nie dawali nam wielkich nadziei, zabraliśmy ją na operację do Białegostoku, wierzyliśmy, że wszystko będzie dobrze i dzięki niej będzie mogła dalej żyć. Niestety z czasem okazało się, że ma przeżuty i nic już nie możemy zrobić… Mucha odeszła…

Gdzieś w międzyczasie dołączył do nas kolejny Czarny Terrier Rosyjski, tym razem był to 3 letni pies z metryką ZKWP – OPAL Alfair (IGOR Van Dog & LADY Jaram). Właściwie to znałam go od szczenięcia, hodowca nie znalazł dla niego nowego domu, a rodzice w tamtym czasie nie chcieli zgodzić się na kupno kolejnego psa, pies więc mieszkał w rodzinnej hodowli, do czasu gdy nie doszło do poważniejszej bójki o sukę między psami. Wtedy Opal trafił do nas by przemieszkać do czasu uspokojenia się sytuacji. Został z nami na stałe.

W 2004 roku, po stracie Muchy wszystkim brakowało w domu małego psa, rodzice podjęli decyzję o zakupie sznaucerki miniaturowej czarno srebrnej – Pumy. Kolejne lata mijały, gdy wyjechałam na studia, było mi smutno bez psa, dlatego zabrałam ze sobą Opala. Opal świetnie czuł się mieszkając ze mną w bloku w Warszawie . Był bardzo szczęśliwy i nie odstępował mnie na krok. Niestety Opal pewnego dnia dostał ataku padaczki, okazało się, że to przez guza, który powodował ucisk, a w efekcie wykryto u niego nowotwór płasko-nabłonkowy w jamie nosowej. Mimo kilkumiesięcznego leczenia chemioterapią, z wielkim bólem odszedł w wieku 7 lat.

Kilka miesięcy później adoptowałam młodego Airedale terriera – Simona, którego znaleziono błąkającego się po lesie. Niesamowicie trudny pies, któremu poświęcaliśmy mnóstwo czasu, łącznie ze szkoleniami, dzięki którym udało się nam po części doprowadzić go do „normalności”. Około półtora roku później u Kastora także zdiagnozowano nowotwór, po niedługim leczeniu i pobycie w szpitalu opuścił nas w wieku 8,5 lat … Airedale zamieszkał z moim tatą, a ja w 2013 roku wyprowadziłam się do Włocławka i w naszym domu pojawiła się pierwsza suczka rasy Kerry Blue Terrier – TIGRA z Płockiego Wzgórza, która zapoczątkowała naszą hodowlę i pasję do tej wspaniałej rasy…

Zaczęliśmy trenować agility, jeździć na wystawy psów rasowych i poznawać mnóstwo nowych wspaniałych miłośników psów. Tigra osiągnęła wiele zadowalających wyników wystawowych, a ja jednocześnie uczyłam się jak wystawiać psy i być dobrym groomerem kerry. W 2015 roku zdecydowaliśmy, że cudownie byłoby gdyby Tigra miała towarzysza. W naszym domu pojawił się pies z bardzo dobrej irlandzkiej hodowli – Edbrios Viking, którego po domowemu nazwaliśmy Niko. Sukcesy Nika na wystawach totalnie przerosły nasze oczekiwania, sędziowie byli zachwyceni nim i od pierwszych wystaw zaczął być wyróżniany na finałach. Mając zaledwie 9 miesięcy stał się Zwycięzcą Grupy III – Terierów. Niko to wspaniały pies o niesamowicie zrównoważonym temperamencie, pies czuły dla dzieci i uwielbiający pieszczoty. Nigdy nie mogłabym wymarzyć sobie cudowniejszego psa. Z każdym dniem pokazuje nam jakim jest dla nas skarbem i jakim świetnym wyborem był wybór rasy Kerry Blue Terrier.